Prawie całe wakacje spędziłam u cioci w Grójcu, żeby móc dalej jeździc konno. Po powrocie do domu bardzo chciałam jechać do stadniny, w której jeżdżę na co dzień. Tak się cieszyłam na ten wyjazd, bo tęskniłam za końmi i znajomymi. Jak zawsze poszłam czyścić Małą ( konia na którym zazwyczaj skakałam). Przy czyszczeniu i siodłaniu była bardzo spokojna. Udało mi się założyć jej ogłowie, i za pierwszym razem wzięła wędzidło. Przeważnie to mi nie wychodzi bo Mała bardzo się rzuca przy kiełzaniu jej, ale byłam bardzo zaskoczona, że udało mi się. Poszłyśmy na maneż. Sama musiałam ja stepować tak jak zazwyczaj. W czasie rozprężania była strasznie niespokojna. Nie wiem dlaczego ... Myślałam, że to dlatego, że się odzwyczaiłam od jej chodu. Trening miałam w bardzo wietrzny dzień. Na rozprężaniu były min. drągi z kłusa i z galopu. Wychodziło mi to tak średnio ;/ Ale po chwili galopu oswoiłam się z jej chodem. Zanim instruktor ustawił parkur skoczyłam dwa razy stacjonatę. Kiedy już parkur był ustawiony zrobiłam dwa koła w galopie żeby trochę dodać i trochę skrócić kroki. W stępie ją podłapałam i miało być dobrze ...
Przy najeździe na szereg, z drzewa wyleciał ptak. Mała się wystraszyła i zaczęła pędzić przed siebie. Liczyłam na to, że dam radę ją zatrzymać i uspokoić. Ale jak zaczęła wierzgać wiedziałam, że będzie coś nie tak. Wylądowałam na płacie, a potem w piachu. Nie wiem jak to sie stało, ale podłożyłam jej rękę pod kopyto, na szczęście nie jest podkuta na tył. Stanęła mi na dłoń. Trening skończyłam wcześniej. Rękę już mam sprawną i dalej mogę skakać. <3 Na pamiątkę zrobiłam zdjęcie siniaka na ręce :P
A tutaj mam zdjęcie z udaengo treningu z Małą


Śliczne macie przeszkody ;* a blog cud , miód i malina !
OdpowiedzUsuń