Wczorajszy dzień spędziłam w stajni. Co prawda nie miałam treningu skokowego, ale jednak trochę pojeździłam. Dzięki temu, że mogłam wyjechać na wakacje do Grójca do stadniny, teraz o wiele zmniejszyła się liczba moich błędów. Ale jednak jeszcze nie jest tak, że jeżdżę idealnie.
Trening miałam bardziej ujeżdżeniowy, niż w kierunku skoków, ale tez było fajnie. Mimo to, że dawno nie jeździłam w Brzezinkach jakoś dziwni dobrze mi szło wszystko. Przed jazdą poznałam bardzo fajną dziewczynkę, która dopiero co zaczęła jeździć. Dużo mi pomogła mimo, że często nie wiedziała, o co chodzi, ale z czasem to minie tak jak u mnie. Instruktor od samego początku (kiedy juz coś umiałam) uczył mnie, żeby młodym, początkującym jeźdźcom pomagać, tłumaczyć co po kolei, jak i gdzie. Tak było tez w tym przypadku. Mimo, że dzielą nas dwa lata myślę, że się zakolegujemy. Wracając do treningu ...
Nie robiłam zbyt dużo, bo co mogę robić na koniku, który dość często ma kontuzjowaną nogę. Godzina zleciała mi szybko. Najfajniej było w galopie. Klacz, na której jeździła ma tak miękki galop, że na niej wystarczy tylko pracować dłońmi, żeby nie dostawała po zębach. Kiedy robi pojedyncze fulle biodra same pracują. Lubię na niej jeździć, bo jest dosyć miękka.
Na koniec jazdy jak zawsze rozsiodływałam konie, wstawiałam do boksów, odnosiłam siodła i czyściłam wędziła. Co prawda miałam sporą przerwę w jazdach, ale nie było tego zbytnio widać na wczorajszej jeździe. Cieszę się, że znów mogę jeździć :)
Tutaj jest zdjęcie z siodłania konia,
A tutaj z kapieli


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz